Rozdział 2. Seans
Po powrocie do domu przebrałam się w stary dres, szeroką bluzkę i razem z laptopem usadowiłam się wygodnie na łóżku. Pierwszą stroną jaką uruchomiłam po włączeniu przeglądarki był twitter*. Posypało się dzisiaj wiele postów. Cóż, zakończenie roku...
Wyłączyłam interent i zabrałam się za odsłuchiwanie płyt. Na pierwszy ogień poszło Born to Die Lany Del Rey. Położyłam się wygodnie na plecach i zaczęłam rozmyślać na różne tematy.
Wzrokiem przeczesywałam swój pokój. Ściany były pomalowane na ciepły brzoskwiniowy kolor. Gdzieniegdzie porozwieszane były plakaty i ramki ze zdjęciami. Na ścianie przy której stało łóżko i wbudowane były drzwi, zawieszone zostały dwie półki na książki.
Na przeciwko stało biurko i regał. W rogu znajdowały się dwa fotele i drewniana, dwu półkowa etażerka.
Podłoga wyłożona została jasno brązowymi panelami. Przy ścianie naprzeciw okien znajdowała się szafa i lustro. Okna znajdowały się na lewo od drzwi i łóżka. Przy suficie wywieszone wzdłuż ścian zostały małe lampki.
Ogólnie pokój został umeblowany tak jak sobie życzyłam, dlatego czułam się w nim bardzo dobrze.
Uwielbiałam przesiadywać sama w domu, a zdarzało mi się to bardzo często, gdyż rodzice zwykle pracują od rana do wieczora. Gdy nie ma ich w domu, czas spędzam podobnie jak teraz. Czasami zapisuję coś w pamiętniku, który prowadzę od dziesiątego roku życia. Nie ma w nim jednak notatek z każdego dnia czy tygodnia. Wpisy nie mają określonego przedziału czasowego.
Leżałam tak przez parę minut. Moje uszy koiły łagodne dźwięki i nieziemski głos Lizzy**. Gdy utwór na pozycji trzeciej skończył się, kolejny przypomniał mi o dzisiejszym śnie.
Cały czas starałam sobie przypomnieć tą twarz. - bez skutku.
Skoncentrowałam się jeszcze bardziej, najmocniej jak potrafię. W tym samym momencie moje uszy dobiegły słowa piosenki "całowanie się o granatowym zmierzchu"***.
Olśniło mnie.
Przypomniałam sobie o gwiazdach, o tych dwóch najjaśniejszych. Miałam przed sobą obraz oczu mojego Adama. Eh... niestety nic więcej sobie nie przypomniałam. Poddawszy się, przewróciłam się na brzuch.
Powtarzający się refren piosenki Diet Mountain Dew**** uspokoił mnie tak mocno, że zaczęłam odpływać. Pomimo tego, że było dopiero coś około drugiej, słońce zdawało się zachodzić.
Niech to szlag!
Pomyślałam, kiedy obudziwszy się zerknęłam na zegarek.
Była już czwarta.
Szybko podniosłam się, wyłączyłam komputer i zeszłam na dół.
Zasnęłam, przez co straciłam dużo czasu na poszukiwania jakiegoś dobrego filmu. Miałam cichą nadzieję, aby Quinn znalazła coś godnego uwagi, bo gusta moje a chłopaków bardzo się różnią.
Otworzyłam lodówkę, wyjęłam z niej kawałek wczorajszej zapiekanki. Wstawiłam ją do mikrofalówki, odczekałam trzy minuty po czym wyjęłam talerz i usiadłam przy stole. Jedząc skupiłam się nad tym, w co się ubiorę wieczorem.
Nic nie mogłam wymyślić- było to spowodowane pewnie tym, że byłam jeszcze trochę otumaniona snem.
Skończywszy, wrzuciłam talerz do zlewu i wróciłam do pokoju. Z racji, iż miałam jeszcze około czterdziestu minut, otworzyłam szafę i zaczęłam ją dokładnie przeszukiwać.
Wygrzebałam ciemnoniebieskie jeansy i białą bluzkę z napisem Open your eyes and see the Beauty.
Zanurkowałam głębiej aby znaleźć czarną bluzę. - Pomimo tego, że na dworze było coś około trzydziestu stopni Celsjusza, spodziewałam się, że w nocy będzie chłodniej.
Nie znalazłam jej. Trudno. Może nie zamarznę.
Po ustaleniu, co włożę na spotkanie ze znajomymi zabrałam się za układanie fryzury. Moje miedziane włosy sięgały dekoltu. Nie były ani kręcone, ani proste. Można rzec - falowane.
Po kilku nieudanych próbach splecenia w kłosa, postanowiłam związać je w niechlujny koczek na czubku głowy.
Skończywszy swoje dzieło poprawiłam makijaż, który podczas snu deko się rozmazał.
Po kilku minutach odeszłam od lustra, wzięłam klucze, telefon oraz portfel i wyszłam z domu. Zamknąwszy drzwi na górny i dolny zamek, udałam się do pobliskiego sklepu. Kupiłam dwie duże paczki Lay'sów oraz butelkę litrowej Coca Coli.
W drodze do Quinn strasznie dokuczało mi słońce. Grzało niemiłosiernie, a ja obciążona po jednej stronie poprzez przekąski na wieczór, czułam, że zaraz się roztopię.
Cudem dotarłam do posesji, gdzie mieszkała moja przyjaciółka. Był to mały dwupiętrowy domek, pomalowany na biało. Odznaczały się jedynie miedziane dachówki oraz okna, które były wykonane z jasnego, rdzawobrązowego drewna.
Weszłam na podwórko gdzie wesoło przywitał mnie jej pies- Bernie. Był ślicznym, śmietankowo-białym Labradorem. Podrapałam go za uchem, po czym podeszłam do drzwi i zadzwoniłam dzwonkiem. Po kilku sekundach otworzyły się a w progu powitała mnie Quinn.
- Dobrze, że jesteś. Pomożesz mi w wyborze idealnego filmu. - Powiedziała to tak szybko, że ledwo ją zrozumiałam. Pociągnęła mnie za sobą na górę. Chipsy i picie rzuciłam na łóżko, następnie usadowiłam się obok przyjaciółki.
Pomimo tego, że była dziewczyną, jej pokój tego nie zdradzał.
Ściany były szaro-niebieskie. Wisiało na nich mnóstwo plakatów czarnoskórych raperów. Jednego nawet rozpoznałam - 50 cent.
Łóżko i pozostałe meble były wykonane z drewna, pomalowanego czarną farbą. Na środku leżał ogromny puszysty dywan o grafitowym odcieniu szarości.
W rogu pokoju stało ogromne wcześniej wspominane łoże. Pościel była koloru khaki. Nadawało to fajnego kontrastu przy tych ciemnych ścianach i meblach.
Widać Quinn, była jeszcze w prożku. Ubrana w stare poplamione jeansy, rozciągniętą bluzkę, panicznie przeszukiwała strony z filmowymi propozycjami.
- Siedzę tak już dwie godziny i nic nie mogę znaleźć. Myślałam, że moglibyśmy obejrzeć Doghouse ale zebrał mieszane recenzje. Sam natomiast uparł się przy Avengres - No tak. Chłopaki... - Ale nie mam zamiaru spędzić jednego z najlepszych wieczorów tego roku na podziwianiu superbohaterów biegających w rajtuzach.
Zaśmiałam się a ona jeszcze bardziej histerycznie błądziła po internecie.
- Tak sobie pomyślałam, że moglibyśmy zobaczyć ten nowy film z Johnnym Deep'em*****. - Improwizowałam, bo wiedziałam, że chłopaki zaraz będą, a nie uśmiechało mi się oglądanie Avengres.
- Mroczne cienie? - Spytała z zaciekawienie - W sumie to jest dobry pomysł.
Zauważyłam w jej oczach błysk co miało świadczyć o tym, że naprawdę spodobała się jej moja idea.
- W takim razie idź się przebierz a ja go załaduję. - Poradziłam.
- Ok. Jak chłopaki zadzwonią, otworzysz mi, dobrze?
Przytaknęłam.
Nie musiałam długo czekać. Po kilku minutach rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Zbiegłam ze schodów i truchtem pobiegłam otworzyć chłopakom.
- Hej Eff! - Przywitał się ciepło Chord.
- Siemka. Gdzie Quinn? - Zapytał z zaciekawieniem Sam.
- Przebiera się. - Oznajmiłam. - Kupiliście coś do jedzenie?
- Tak. - Chord podniósł reklamówkę wypełnioną po brzegi przekąskami.
- To dobrze. Sama niewiele przyniosłam, mimo to myślałam, że odpadnie mi ręka. - Powiedziawszy to chłopaki parsknęli śmiechem.
Weszli do środka. W kuchni zostawiliśmy jedzenie, następnie udaliśmy się na górę.
- Więc wybraliście już jakiś film? - Spytał Chord.
- Sam zaproponował Avengres, jednak Quinn zbytnio nie podoba się ten pomysł. - Powiedziałam.
- Co? Dlaczego?! - Spytał urażony chłopak.
- Dlatego, że faceci w rajstopach pomimo krążących legend są aseksualni. - Odparła Q wchodząc do pokoju. - Wybrałyśmy inną, lepszą produkcję.
- Mroczne Cienie. - Uprzedziłam przyjaciółkę.
Uśmiechnęła się szeroko.
- Mi pasuje - Powiedział Chord.
On zawsze się na wszystko zgadzał. Można było z nim dojść szybko do porozumienie, nie to co z Samem.
Był uparty, złośliwy no i nieco kłótliwy. Hm... wciąż nie pojmuję, jak znalazł się w naszej paczce. Jednak byłoby bez niego nudno, to trzeba stwierdzić. Spotkało go wiele zabawnych przygód, a my przeważnie także w nich uczestniczyliśmy.
- Zrobię popcorn. - Zaoferowała Quinn.
- Nie, ja się tym zajmę. Ty pilnuj, aby Sam nie włączył swojego filmu. - Wstałam. - Chord, pomożesz mi i zaniesiesz tą reklamówkę do kuchni?
- Jasne - Zeskoczył z łóżka razem z moimi Lay'sami i colą.
Zeszliśmy na dół. Wypakowaliśmy wszystko z reklamówek, po czym napełniliśmy miski chrupkami i słodyczami.
- Ciekawie zapowiada się ten wyjazd, co nie? - Zapytał entuzjastycznie mój przyjaciel.
- Nie mogę się już doczekać! - Odpowiedziałam. - Jednak bardziej wyczekuję nocowania w kanionie!
- Jak myślisz, kto z kim będzie spał w namiocie?
Zaskoczył mnie tym pytaniem.
- Raczej podzielimy się według płci. - Sprostowałam.
- Nie był bym tego taki pewien. - Powiedział nieśmiało.
- A to dlaczego? - Zrobiłam zdziwioną minę.
- Quinn nic ci nie mówiła? - Zapytał zdziwiony.
- O czym do jasnej cholery? - Zaczęłam się denerwować.
- Ona i Sam zaczęli... no wiesz. - Zaczął niepewnie. - Oni są teraz w bliższych relacjach niż wcześniej.
Wytrzeszczyłam oczy.
- Q z nim chodzi?! - Prawie krzyczałam.
- Nie! Nie, to nie tak! - Zaczął mnie uspokajać. - Od jakiegoś czasu intensywnie piszą ze sobą i Samowi wydaje się, że może to być coś większego.
Byłam w szoku.
Quinn i Sam... Wzdrygałam się na samą myć o tym.
- To nie możliwe, on sobie to wszystko wyolbrzymia. - Stawiałam na swoim.
- Całusy też wysyła sobie sam? - Zaskoczył mnie. - Tak właśnie myślałem. Zresztą, co ci to przeszkadza? To ich życie. Tak w ogóle on wcale nie jest takim złym chłopakiem.
- Ale też nie najlepszym - Skrzywiłam się - Nie mogę sobie tego wyobrazić.
- Tak szczerze Effy, to nie zauważyłaś, że tylko nasza czwórka nie ma drugiej połówki? - Posmutniał. - Daj im szansę. Eh... co ja gadam? Nawet nie wiadomo, czy cokolwiek z tego będzie.
Chwyciłam miskę i odwróciłam się do niego plecami. Chciałam już wyjść, gdy zawołał:
- Eff... tylko nie mów Q, że ci powiedziałem. Nie oznajmiając cię z tym musiała mieć chyba jakiś powód. Prawda?
Cofnęłam swój poprzedni ruch.
Patrzyliśmy się sobie w oczy przez kilka sekund, po czym odwróciłam się i pobiegłam na górę.
Przez cały czas, kiedy oglądaliśmy nie mogłam się skupić na filmie. W głowie siedziały mi słowa Chorda "tylko nasza czwórka nie ma drugiej połówki..." - Nie mogłam w to uwierzyć, przecież nasi znajomi też nie byli w związkach. Byłam w kropce.
Na chwilę oderwałam się od tych myśli, ale widok Sama leżącego między Chordem a Quinn, na dodatek opierającego głowę o jej brzuch wywołał u mnie napływ fali przeróżnych, nie do końca pozytywnych emocji.
Zauważywszy, że z naszych misek zniknął popcorn i chipsy, wstałam i pod pretekstem napełnienia ich wyszłam z pokoju.
Szok zaczął ustępować miejsce gniewowi. Rozrywałam paczki z taką siłą, że jedna z nich okazała się za słaba. Chrupki rozsypały się po kuchni. Zaczęłam sprzątać.
Wyzbierawszy wszystkie chipsy, wróciłam na górę. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że Sam zasnął.
Usadowiłam się przy samym brzegu. Siedziałam, obok Chorda, którego film tak wciągnął, że nie zobaczył nawet kiedy wróciłam.
Miałam chyba opóźnioną pracę mózgu, gdyż teraz dopiero wyczułam, że Cho miał powalające perfumy. Była to mieszanka ostrej eleganckiej woni, połączonej z silnym zapachem słodkiego Lychee.
Upajałam się tym zapachem tak długo, że nie zwróciłam uwagi na to, że moja głowa znalazła się na jego ramieniu. Uświadomiwszy to sobie, poczułam się głupio i delikatnie od niego skroń.
Skończywszy oglądać Mroczne Cienie postanowiliśmy, że kolejnym filmem jaki obejrzymy będzie Mama. Po załadowaniu pogrążyliśmy się w seansie. Był równie ciekawy co poprzedni, tyle, że z tamtego pamiętałam jedynie końcówkę.
Po niecałych dwóch godzinach, wyłączyliśmy komputer i zaczęliśmy cicho rozmawiać. - Nie chcieliśmy obudzić Sama.
Tematem dyskusji były głównie nasze plany wakacyjne. Omawialiśmy wyjazdy i dopieszczaliśmy plan wycieczki do Starry Coast.
- Uważam, że powinniśmy przenocować w hotelu Georgia. - Oznajmiła Quinn. - Nie będziemy mieli daleko do centrum, a do tego bilety wcale nie są drogie.
- Według mnie, lepszym wyjściem będzie Śpiąca Arizona. Jest tańsza od Georgii i ma dużo wolnych pokoi. - Oferował Chord.
Q kręciła głową.
- Twój hotel znajduje się za daleko od centrum. Wydamy majątek na paliwo! - Argumentowała. - Oh, Effy! Powiedz coś!
Oboje przenieśli wzrok na mnie.
- Eee... Pomysł Chorda, yyy. - Zacięłam się. Czułam presję. To ode mnie miało zależeć, gdzie będziemy nocować.
Ogólnie było mi to obojętne. Ale wiedziałam, że jeśli poprę przyjaciółkę, chłopaki zadecydują w innej, być może ważniejszej sprawie. Z drugiej strony, narażałam się na gniew Lavender, stawiając na pomysł Chorda.
- Sądzę, że to Sam powinien wybrać hotel. - Starałam się wymigać od trudnego wyboru. - Podjęliśmy i tak wiele decyzji bez niego. Uszanujmy to i pozwólmy mu wybrać.
Udało mi się.
Quinn była widocznie zachwycona tym co powiedziałam. W sumie miała na niego większy wpływ niż Sam, jednakże i ten nie czuł się przegrany.
- A co z autem? - Zapytałam.
- Pojedziemy moim. - Rzucił Cho. - Rodzice zgodzili się pożyczyć mi furgonetkę. Będzie idealna na tą wyprawę.
- Rezerwacją biletów zajmę się ja.
- W takim razie wszystko już ustalone. - Potwierdziłam.
Quinn chciała chyba coś dopowiedzieć, ale spojrzawszy na zegarek zerwałam się na równe nogi. Było już grubo po jedenastej.
- Przepraszam Quinn, dokończymy ten temat kiedy indziej. Muszę już lecieć. - Powiedziawszy to wzięłam puste miski i zeszłam na dół.
Chord i Q poszli za mną.
- Ja też będę już uciekał. - Powiedział. - Mogę wracać z tobą Eff?
- Em... jasne. - Zgodziłam się, jednak byłam trochę zła na niego. Zarzucił mi to, że nie dostrzegam braku partnerów naszej paczki.
- Dzięki, że wpadliście. Sam pewnie jeszcze trochę pośpi, więc położę się w pokoju gościnnym. Rodzice, mam nadzieję, nie wściekną się na mnie za to, że zaproponowałam przyjacielowi nocleg. - Zauważyłam w jej oczach coś nowego, jakby zakłopotanie wymieszane z radością. - W każdym bądź razie, dzięki.
Staliśmy już na progu. Pożegnaliśmy się, po czym zamknęła drzwi.
Wyszliśmy z jej podwórka na chodnik w milczeniu.
Szliśmy tak przez jakiś czas, po czym Chord przerwał ciszę :
- Jesteś na mnie zła? - Spytał niepewnie.
- Nie - Zabrzmiało to bardziej oschle, niż chciałam.
- Unikałaś rozmowy ze mną, jak ognia. O co ci chodzi?
Był urażony moim zachowaniem.
Starałam się dobrać odpowiednie słowa, aby nie obrazić go jeszcze bardziej :
- Chord... po prostu mam wrażenie, że Sam zrani Quinn. Dobrze wiesz jaki on jest. Q może zbytnio zaangażować się w ten związek a następnie Sam złamie jej serce. Wiesz jak ciężko się po czymś takim pozbierać?
- Nie i tyt też nie masz o tym bladego pojęcia.
Powiedział to z taką bezczelnością, że poczułam się bardzo dotknięta.
- W sumie masz rację... - Wymamrotałam.
Na dworze było ciemno i zimno, ulice oświetlały tylko latarnie a my znowu milczeliśmy.
Poczułam na skórze zimny podmuch, zadrżałam. Nie umknęło to uwadze Chorda. Zdjął swoją fioletową bluzę i wręczył mi ją.
- Załóż ją, będzie ci cieplej.
- Nie chcę. - Tak bardzo tego pragnęłam, ale chciałam, żeby zobaczył jak bardzo mnie zdenerwował.
- Wiem, że jest ci zimno więc weź ją. - Nakazał.
Pokręciłam głową.
- Proszę... - Powiedziawszy to odwróciłam głowę w jego stronę.
Wpatrywał się we mnie swoimi szmaragdowymi oczami, zgadywałam, że jest na siebie zły za to co powiedział.
- Niech ci będzie. - Złamałam się.
Pomógł mi ją założyć. Nozdrza uderzył mi zapach jego nieziemskich perfum. Upajałam się nimi tak długo aż Chord odezwał się, drugi już raz, przerywając milczenie :
- Przepraszam, nie powinienem odzywać się w ten sposób. Ostatnio... - Zaczął. -... jestem strasznie poddenerwowany.
Wyczułam w jego głosie niepokój.
- Dlaczego? - Spytałam.
- Zaczęło docierać do mnie, że mam siedemnaście lat, a nigdy nie byłem z dziewczyną.
Powiedział to rumieniąc się.
Domyśliłam się, do czego pije.
- Wkurza mnie to, że Sam zaczął pisać do Quinn. - Powiedział poirytowany.
- Jesteś zazdrosny o Q?
- Nie! - Zaśmiał się.
Był to kluczowy moment do rozładowania napięcia i rozluźnienia atmosfery.
- Jestem zazdrosny o tym, że zdobył się na odwagę i do niej napisał.
- Miał do kogo, to napisał. Ty nie masz, dlatego nie odważyłeś się na to pierwszy. - Próbowałam mu to wyjaśnić a zarazem uspokoić go.
- Tyle, że mi też podoba się pewna dziewczyna.
Byłam w lekkim szoku.
- Naprawdę? - Otworzyłam szeroko oczy - To, to świetnie! Kim jest ta szczęściara?
Spojrzał na mnie z takim wyrazem twarzy, jakby już kiedyś odpowiadał mi na to pytanie.
- Nie ważne...
- Ok. Nie będę na ciebie naciskać, ale dam ci dobrą radę. Napisz do niej jak najszybciej, może nawet i dzisiaj. - Próbowałam udawać, że niczego się nie domyśliłam. - Pamiętaj, że najgorsze co może powiedzieć to "nie".
Patrzyliśmy się znowu na siebie, po czym Chord przeniósł wzrok ze mnie na drogę przed sobą.
- Skręcam tutaj. Trzymaj się Eff!
- Ty również. - Odpowiedziałam, uśmiechając się.
- A! I jeszcze jedno... - Spojrzał na mnie i zrobił swój słynny półuśmiech. - Mogłabyś się jutro ze mną spotkać?
Zaskoczył mnie, ale podświadomie domyślałam się, że za tą propozycją kryje się coś więcej,
- Niestety jutro jadę na cały dzień do Tucson.
- Ahh... no nic. W takim razie cześć!
Odwrócił się i przeszedł na drugą stronę jezdni.
Gdy wróciłam do domu rodzice oglądali w salonie telewizję. Pomimo później pory wydawali się tryskać energią.
- Cześć kochanie, jak było?
- Hej... Dobrze. Obejrzeliśmy kilka ciekawych filmów. Wszystko opowiem wam jutro, a teraz jeśli pozwolicie pójdę się położyć. Jestem wyczerpana.
- Jasne. - Powiedział tato.
- Dobranoc. - Pożegnała się mama.
Weszłam na górę, do swojego pokoju, po czym rzuciłam na fotel torbę, rozebrałam się i poszłam do łazienki umyć zęby.
Po powrocie zorientowałam się, że wciąż jestem zaopatrzona w bluzę mojego przyjaciela. Wzięłam ją, po czym położyłam się na łóżko otulona zapachem perfum.
Perfum chłopaka, który według moich przypuszczeń - jest we mnie zakochany.
------------------------------
* Twitter - Portal społecznościowy
** Lizzy - Zdrobnienie od imienia piosenkarki Elizabeth Grant (Lana Del Rey)
*** "Całowanie się o granatowym zmierzchu" - cytat z piosenki "Video Games" autorstwa Lany Del Rey, pochodzącej z albumu "Born to Die"
**** Diet Moutain Dew - w tym tekście chodzi o piosenkę autorstwa Lany Del Rey pochodzącą z albumu "Born to Die"
***** Johnny Depp - amerykański aktor filmowy
Home
»
»Unlabelled
» Czas Letni - Rozdział 2
wtorek, 2 kwietnia 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
dooobrze sie czyta :)
OdpowiedzUsuńPodoba mi się ten rozdział ;3
OdpowiedzUsuńBardzo przyjemnie się czyta <3
I to co podbiło moje serce - te "fragmenty" w których występowała jakaś nazwa z piosenek Lany *__*
Cudowne .... :-)
OdpowiedzUsuńKeep on working, great job!
OdpowiedzUsuńFeel free to visit my homepage Bukkit
I leave a comment each time I appreciate a post on a website or I have
OdpowiedzUsuńsomething to contribute to the discussion. Usually it's triggered by the fire communicated in the post I looked at. And after this post "Czas Letni - Rozdzia� 2". I was excited enough to write a thought :-P I actually do have a few questions for you if you usually do not mind. Is it only me or does it seem like some of these comments appear like coming from brain dead visitors? :-P And, if you are posting at additional online social sites, I would like to keep up with you. Would you make a list all of your communal sites like your twitter feed, Facebook page or linkedin profile?
Here is my web-site - Half Life 2
This is a topic which is near to my heart... Take care!
OdpowiedzUsuńExactly where are your contact details though?
my site Lets Play
I'm not sure where you're getting your info, but good
OdpowiedzUsuńtopic. I needs to spend some time learning more
or understanding more. Thanks for great info I was looking for this
info for my mission.
Also visit my web blog :: adwords tutorial