niedziela, 20 lipca 2014

2 komentarze
Rozdział 10. Jim Morrison


   Siedziałam na łóżku oparta o chłodną ścianę, pogrążona w ciemnościach i przyglądając się rytmicznie opadającej klatce piersiowej Quinn. Była śliczna kiedy spała, naprawdę urocza.
Przeniosłam wzrok na okno zasłonięte tylko z jednej strony zasłoną. Na ciemnogranatowym, prawie czarnym niebie rozsypane gwiazdy błyszczały w blasku księżyca. Była pełnia. W miasteczku było ponuro i ciemno. Latarnie były zgaszone a tylko w niektórych budynkach paliło się światło.
Wieczorem umówiłam się z Darrenem, że spotkamy się o trzeciej przy tej samej kawiarni, w której jedliśmy dzisiaj śniadanie.
Po ciuchu zeszłam z łóżka, sięgnęłam po granatową bluzę i jasnoszare, dopasowane dresy. Powoli nałożyłam mleczne trampki, przekręciłam klucz w drzwiach i weszłam do holu. Ponownie zamknęłam pokój i ruszyłam w dół po schodach, ku wyjściu. Opuściłam hotel i skierowałam się w ustalone miejsce. Szłam głęboko oddychając. Czułam jak w moich żyłach płynęła adrenalina, gdyż moi przyjaciele nie wiedzieli o mojej potajemnej schadzce z Darrenem. Poruszałam się główną ulicą oglądając miasto pogrążone w  śnie. Było chłodno, jak zwykle podczas nocy w Arizonie, ale zdecydowanie zimniej niż w noc kiedy poznałam się z moim nowym kolegą. W powietrzu nie unosił się piach i było rześko. Zasunęłam bluzę i po kilku minutach spaceru dotarłam pod „Road Between”. Z kieszeni bluzy wyciągnęłam telefon i sprawdziłam godzinę: 2:59. Schowałam komórkę i podniosłam głowę w stronę głównej ulicy.
Darren, punktualnie, szedł w moim kierunku.
W ciemności zauważyłam jedynie, że ma dopasowane spodnie, trampki i ramoneskę narzuconą na jasną koszulkę. Włosy zaplecione w dredy zwisały mu swobodnie a na twarzy gościł uśmiech. Był prawie, że oślepiający.
- Hej! – Przywitałam się.
- Cześć! Więc gdzie idziemy? – Odparł entuzjastycznie.
- Gdzieś poza centrum.
Ruszyliśmy boczną uliczką ku pustynnemu terenowi. Znaleźliśmy się na ulicy na obrzeżu miasta, gdzie po jednej stronie stały domy a po drugiej rozciągała się pustynia. Szliśmy wzdłuż alei.
- Gdzie byliście ze znajomymi?
- Pojechaliśmy nad rzekę – Odpowiedziałam – Było naprawdę świetnie, polecam ci te miejsce.
- Długo tam siedzieliście? – Popatrzył się na mnie.
- Kilka godzin, mieliśmy zaopatrzenie w razie, gdybyśmy zgłodnieli. – Zaśmialiśmy się – Poza tym Quinn i Sam prawie w ogóle nie wychodzili z wody, więc ciężko było wybłagać ich o powrót.
- Sam to ten chłopak spod baru? – Wypytywał mnie dalej, bawiąc się suwakiem od kurtki.
- Nie, to był Chord. – Sprostowałam – Sam jest egoistycznym, wrednym i ogólnie nie znośnym brunetem. Go lubię najmniej.
- A Quinn?
- Moja przyjaciółka, według podchodów Cho, jest z Samem parą. – Wyjaśniałam.
- Nie wyjaśnili wam tego? – Zdziwił się.
- Nie, to znaczy, Q stwierdziła, że są jedynie przyjaciółmi ale wiesz jak to kumple – prychnęłam – Sam chwalił się Chordowi, że piszą ze sobą tak na poważnie.
Darren spuścił głowę i zaśmiał się pod nosem.
- Moi znajomi są nieco inni…
- Są tutaj z tobą?! – Zaskoczył mnie.
- Tak. Nie mów, że myślałaś, że przyjechałem tutaj sam… - Popatrzył na mnie i zmarszczył brwi.
- Aż do teraz. - Spojrzałam na jego twarz – Więc jacy są?
Darren popatrzył przed siebie.
- Chris jest moim najbliższym kumplem, przy okazji gitarzystą w zespole. Nieco szalony ale totalnie znośny chłopak. – Wyczułam aluzję do Sama – I też jest brunetem.
Zaśmialiśmy się.
- Jess jest zamknięta w sobie, ale gdy mamy próby albo spotykamy się na imprezach stara się wyluzować – Kontynuował – Jest lesbijką.
- Oh, to dobrze… - Wyrwało mi się po czym szybko spojrzałam na Darrena.
- Tak myślałem, że ta część ci się spodoba. – Uśmiechnął się pokazując zęby – Jest też Travis, ale on z nami nie pojechał. Gra na gitarze akustycznej i pomaga mi w śpiewaniu.
- A czym zajmuje się Jess? – Poczułam się niedoinformowana.
- Trochę śpiewa ale głównie to gra na perkusji. – Sprostował.
Szliśmy patrząc na siebie co chwilę.
- Sam nie był za bardzo zadowolony, że mam tutaj jakiegoś znajomego, nawet z Tucson.
- Ten brunet? – Przytaknęłam – Nie rozumiem co go to obchodzi?
- Jak mówiłam, czysto egoistycznie podszedł do sprawy – Tłumaczyłam – Stwierdził, że zamiast spędzać czas z nimi to będę umawiała się z tobą.
- Przez co z nimi jesteś całymi dniami a dla mnie nie starcza ci czasu i poświęcasz dla mnie nocki. – Udawał, że wyręcza mnie w tłumaczeniu, przy czym wyszło mu to doskonale ironicznie ale zupełnie zgodnie z prawdą.
- Coś takiego… - Zgodziłam się.
Przeszliśmy na drugą stronę ulicy i weszliśmy na pustynię. Usiedliśmy na wielkim głazie.
- Słyszałeś o dzisiejszym festiwalu? – Patrzyłam się na niego.
- Jasne! – Odparł – Jeśli chcesz, możemy się tam spotkać. Przedstawię cię moim znajomym.
- Okej, ale jeżeli ty poznasz się z moimi. – Udawałam, że stawiam  warunek.
- Zgoda! – Uśmiechnął się nieco buntowniczo.
Darren podniósł głowę do góry i przyglądał się rozgwieżdżonemu niebu. Podziwiałam go.  Sprawiał wrażenie nierealnie idealnego, jak coś, co było tylko głuchym marzeniem. Przetarłam oczy, a on dalej siedział i wpatrywał się do góry. Uśmiechnęłam się niepewnie i rozpoczęłam kolejny temat.
- Nie przeszkadza ci, że spotykamy się o tak późnej porze?
- Wypiłem dzisiaj za duży kawy, pewnie i tak bym nie spał. – Żartował – A tobie? Mam wrażenie, że jesteś zmęczona.
- Słońce mnie wymęczyło, tylko tyle. – Wymieniliśmy się uśmiechami.
- Poza tym, aby spędzić czas z tobą, mógłbym nawet opuścić spotkanie z moim największym idolem. – Wyszczerzył zęby i przejechał po moim ramieniu – Więc zarwanie nocy, to nie jest największa przeszkoda.
- A kto nim jest? – Przymrużyłam lekko oczy i zmieniłam pozę, aby nie przykuć jego uwagi tym, że na pieszczonym przez niego ramieniu pojawiły się ciarki.
Popatrzył się na pustynię, następnie przeniósł wzrok na mnie i lekko zawstydzony odpowiedział:
- Jim Morrison.
Nie znałam go, jedynie kojarzyłam, że był wokalistą The Doors.
- Dlaczego właśnie on? – Nie chciałam okazywać swojej niewiedzy, dlatego psychologicznie podeszłam do całego tematu.
- Jest dla mnie wzorem pod względem moralności sercowej. – Popatrzył się na swoje buty – Koleś był naprawdę szalonym człowiekiem a jednocześnie mocno przywiązywał się do ukochanej kobiety. Poza tym pisał i śpiewał niesamowite kawałki. Kojarzysz może jakiś?
- Niestety… - Wiedziałam, że jestem cała czerwona, ale cieszyłam się, że w tej ciemności nie dostrzeże tego.
Darren chrząknął, poprawił swoją pozę na kamieniu i zaczął śpiewać:
- Spróbuj, teraz możemy tylko odnieść straty, a nasza miłość przerodzi się w pogrzebowy stos. Chodź, kochanie wznieć we mnie ogień, spróbuj rozpłomienić noc! – Śpiewał to czystym, lekko ochrypniętym barytonem. Miał ciekawy i bardzo seksowny głos, przez co totalnie zakochałam się w tej piosence. Nie musiałam nawet poznać oryginału, żeby wiedzieć, że będzie moją ulubioną.
Gdy skończył śpiewać zaczęłam bić brawo.
- Wow! Świetnie! – Uśmiechał się spuszczając wzrok  - Jesteś cholernie dobry!
- Dla takich chwil rockmeni żyją – Zaśmiał się – Dzielisz się jedną z ulubionych piosenek swojego faworyta z osobą, która jest dla ciebie bardzo ważna.
Jego oczy roziskrzyły się a ja poczułam, że moje policzki płoną. Chciałam go pocałować, ale wiedziałam, że to za wcześnie. Darren patrzył się na mnie przeszywającym wzrokiem, przez co jeszcze bardziej nasycał moją potrzebę, ale musiałam zachować trzeźwość umysłu.
- Jim byłby z ciebie dumny.
- Nawet nie słyszałaś oryginału. – Uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- To mi wystarczy.
Położyłam się na kamieniu, przy okazji patrząc na ciemne niebo obrzucone srebrnymi gwiazdami i księżycem, który tej nocy był najjaśniejszy pośród wszystkich jakie przeżyłam.  Ciszę przerywał jedynie szum wiatru, równomierne oddechy moje i Darrena, oraz wycie kojotów w oddali.
Chciałam aby ta chwila trwała wiecznie, jednak czas uciekał a mnie coraz bardziej dopadało zmęczenie. Przeklinałam w duchu swój organizm, ale po kilkunastu minutach spędzonych w zupełnym milczeniu musiałam poderwać się z miejsca i nakłonić towarzysza do powrotu.
   Powoli dochodziliśmy do hotelu w którym mieszkałam. Zatrzymaliśmy się przy werandzie, spojrzeliśmy na siebie po czym postanowiliśmy się pożegnać.
- Mam nadzieję, że na festiwalu będziesz tryskała chociaż trochę bardziej energią.  – Darren żartował a ja jak głupia odpowiadałam mu śmiechem.
- Dobranoc. – Przytuliłam go.
- Kolorowych snów. – Odpowiedział szepcząc mi do ucha. Przeszły mnie ciarki.
Odkleiliśmy się od siebie, wymieniliśmy po raz ostatni spojrzeniami po czym wbiegłam po schodkach i otworzyłam drzwi prowadzące do recepcji hotelu. Gdy odwróciłam się po raz ostatni zauważyłam, że Darren stał dalej w tym samym miejscu co wcześniej a jego wzrok podążał za mną. Posłałam mu najszczerszy uśmiech jaki potrafiłam z siebie wydusić, po czym ruszyłam w stronę pokoju.

***

   - Ef… Effy! – Quinn siedziała na moim łóżku próbując mnie obudzić – Wstawaj!
Otworzyłam oczy i od razu je zacisnęłam bo wpadające do pokoju światło było zbyt jaskrawe. Leżałam zakopana pod kołdrą, wiercąc się i ignorując przyjaciółkę.
- Odejdź… - Wymamrotałam zakrywając głowę pościelą.
- Dochodzi pierwsza, zmarnujesz cały dzień!
Nie odpowiadałam próbując wrócić do krainy snów. Dziewczynie chyba się to nie spodobało bo zirytowana moim zachowaniem ściągnęła ze mnie kołdrę, następnie pociągnęła mnie za nogę zrzucając przy tym z łóżka.
- Cholera, Q! – Leżałam na zimnej podłodze śmiejąc się i pocierając tyłek, na którym wyrastał zapewne ogromny siniak. – Przecież wstawałam.
- Oczywiście – Stała nade mną w samej bieliźnie z rozbawioną miną – Marsz pod prysznic!
Złapałam się łóżka i podniosłam.
- Jesteś okrutna. – Żartobliwie spuściłam głowę, podeszłam do szafy i wyciągnęłam czystą bieliznę.
- Szybko, chłopaki chcą nas wyrwać gdzieś na obiad – Uderzyłam ją w odpowiedzi stanikiem po głowie – Nie wygłupiaj się, tylko zbieraj tyłek i wskakuj pod prysznic.
Roześmiana zamknęłam drzwi do łazienki na zamek i przejrzałam się w lustrze.
Byłam rozczochrana a oczy miały lekkie sine obwódki. Cholera, nie wsypałam się i było to po mnie widać. Weszłam do kabiny, odkręciłam kurek aby poleciała letnia woda. Stałam oblewana przyjemnymi strumieniami przypominając sobie szczegóły dzisiejszej nocy.
Darren był wspaniały a chemia jaka między nami się wytworzyła była niesamowita. Miałam przeczucie, że jest właściwym facetem a ja dziewczyną, która idealnie do niego pasuje. Chciałam powtórzyć nasze spotkanie.
Zakręciłam wodę, wytarłam się ręcznikiem i wysuszyłam włosy, następnie zaczęłam nakładać makijaż. Worki pod oczami przyprószyłam delikatnie pudrem a rzęsy podwinęłam mascarą. Na koniec pomalowałam usta krwistoczerwoną szminką i wyszłam z łazienki.
- Od razu wyglądasz lepiej – Quinn dopinała właśnie sukienkę, tą samą, w której była pierwszej nocy w barze.
- Dziękuję – Rzuciłam nonszalancko – Nie mam pojęcia co założyć.
- Łap to! – Q rzuciła w moją stronę jej sukienkę. Była w lazurowym kolorze, identycznym jak jezioro, nad którym wczoraj odpoczywaliśmy. Kiecka sięgała moich kostek.
- Okej – Podciągnęłam ją na prawie nagie ciało, po czym sięgnęłam po mleczne trampki. – Mam nadzieję, że się w tym nie uduszę.
- Uwierz, będziesz się czuła jakbyś była naga.
Uśmiechnęłam się a ona odwzajemniła uśmiech. Była dzisiaj rozpromieniona i podekscytowana. Domyślałam się, że napaliła się na festiwal, który odbędzie się wieczorem.
Zabrałyśmy torebki, zamknęłyśmy pokój i weszłyśmy do sypialni chłopaków. Byłam tu drugi raz od zakwaterowania i szczerze mówiąc byłam zszokowana. Z wcześniej idealnie czystego, bladozielonego pokoju zrobił się jednym słowem chlew.
Na podłodze leżały porozwalane ubrania, walizki i brudne skarpety.
- Ugh, sprzątnijcie gdzieś to! – Quinn z obrzydzeniem kopnęła granatowe bokserki armaniego.   
- Hej, zostaw to! – Sam podszedł i złapał bieliznę i szybkim ruchem wrzucił do torby – Jesteśmy prawie gotowi, Cho myje zęby.
- Możemy iść – Blondyn zamykał właśnie drzwi od łazienki – Wiem, że jest brudno ale to wszystko wina Sama.
- Ej, nie prawda, są tu też twoje rzeczy! – Rozejrzał się dookoła – Na przykład… em, pidżama!
- Straszne – Podszedł i schował ją pod poduszkę – Szkoda, że dopiero z niej wyskoczyłem.
Zaśmiałam się.
- Chodźmy – Skierowałam się w stronę holu, następnie ku wyjściu.

***

   Siedzieliśmy w barze znajdującym się niedaleko drogi wyjazdowej ze Starry Coast. Wystylizowany był na okres kolonizacyjny i emanował niesamowitą aurą. Kelnerki miały miniówki z wielkimi dekoltami, loki upięte w rozpadające się koki a na nogach opinały się kabaretki i błyszczały czerwone lakierki.
Sam co chwila ukradkiem spoglądał to na jedną to na drugą kobietę a Chord dopijał colę light. Stały przed nimi talerze z takimi samymi potrawami, lekko krwisty stek, piure ziemniaczane i sałatka. Brunet skorzystał z mocy swojego fałszywego dowodu i kupił dla wszystkich piwa, oczywiście poza Cho, który był kierowcą.
Quinn co chwila zjadała kęs placka jagodowego a ja grzebałam w sałatce z kawałkami kurczaka. Czułam że powoli zaczynałam tyć podczas tego wyjazdu, więc postanowiłam wyrzec się przez jakiś czas tłustych rzeczy.
Rozmowy między nami opierały się głównie na dzisiejszym festiwalu, powrocie do domu i dalszych planach wakacyjnych.
- Kiedy wyjeżdżamy do kanionu? – Przeżuwałam właśnie sałatę, co chwilę spoglądając na Q i Sama, którzy zaczepiali się po tajemnie pod stołem, myśląc, że nic nie zauważymy.
- Może pod koniec lipca? – Cho odpowiedział mi udając, że ta dwójka w ogóle nie istnieje.  – Chciałbym w między czasie odwiedzić kuzynkę w Tucson.
- Co o tym myślicie? – Łypałam groźnym wzrokiem na swoją przyjaciółkę -  Pasuje wam?
- Am – Quinn zaśmiała się cicho po czym starała się zachować powagę– Tak, myślę, że to dobry termin.
- A ty? – Rzuciłam w stronę Sama mając zapewne odrazę wypisaną na twarzy.
- Jest ok. – Zaciskał usta starając się nie uśmiechnąć do Q.
- Ralph mówił mi, że też wybiera się ze znajomymi do kanionu. – Cho ugryzł właśnie stek.
- Ponoć kilka tygodni temu zerwali z Evą. Szkoda, byli świetną parą. – Rzucił brunet.
No tak, po felernym wieczorze u Quinn specjalnie zalogowałam się na facebooka aby sprawdzić czy to prawda, że połowa naszych znajomych jest w związkach - jak sądził Chord.
Profil Evy był jednym z pierwszy jaki wyświetliłam, po zjechaniu na dół jej tablicy zauważyłam wielki napis „zakończenie związku z Ralph Montgomery”.
- Jakoś nigdy nie widziałam ich razem… – Znowu skubałam zamówione jedzenie.
- Żartujesz? – Sam patrzył na mnie z niedowierzeniem – Całowali się na każdej przerwie między lekcjami a raz nawet słyszałem, że Eva postawiła mu laskę w toalecie.
- Ugh – Quinn połknęła kęs placka i z obrzydzeniem popatrzyła na przyjaciela – To nie prawda, Eva wszystkiemu zaprzeczyła. Ponoć to Tiffany i George, ale oni nie chcieli w ogóle gadać na ten temat.
- Spodziewałaś się, że będą się tym chwalili? – blondyn siedzący naprzeciwko mnie zaśmiał się – Zresztą ukrywają swój związek od kilkunastu miesięcy więc na pewno nie wyskoczyli by z taką plotką do ludzi.
Patrzyłam na nich z lekkim zdziwieniem. Skąd oni to wszystko wiedzą do cholery? Musiałam chyba przespać jakiś okres czasu, skoro wszystko o czym opowiadali było dla mnie nowością.
- Bree opowiadała mi, że siostra Tiffany przez długi okres czasu starała się dostać do szkoły aktorskiej, nie udawało jej się przez długi czas aż w końcu wszystko ruszyło. Dużo się mówi, że Remi wskoczyła do łóżka swojemu dziekanowi a następnie reżyserowi sztuki w której grała później główną rolę. Widocznie w ten sposób można zdobyć wszystko. – Quinn uśmiechała się blado – Wiecie, to trochę nie fair, bo nie każdy ma ochotę wybić się poprzez robieniu dobrze jakiemuś obleśnemu staruchowi.
Przyznaliśmy jej rację, po czym skupiłam wzrok na Chordzie, który wyglądał tak jakby chciał coś powiedzieć, ale nie mógł z siebie nic wydusić. Patrzył tępo raz na Quinn a raz na resztki na talerzu. 
Przyglądałam się mu przez dłuższą chwilę nie zwracając uwagi na Quinn, która chciała mnie o coś zapytać.
- Tak? – W końcu zareagowałam.
- Zbaczając z tematu, mam nadzieję, że twój nowy kolega – Zorientowałam się, że mówi o Darrenie – będzie dzisiaj na festiwalu. Chciałabym abyś go nam przedstawiła.
Moja przyjaciółka patrzyła na mnie z łobuzerskim uśmiechem a ja miałam wrażenie, że moje policzki płoną. Nie wiedziałam nawet dlaczego. Czyżby myśl na temat naszych potajemnych schadzek tak na mnie wpływała?
- Jasne – Przytaknęłam w końcu.
- Też jestem ciekawy co to za koleś. – Chord dokończył właśnie swoje danie i butelkę coli.
Uśmiechnęłam się, gdyż zauważyłam, że są oni pozytywnie nastawieni w stosunku do poznania Darrena. Oczywiście nie wszyscy, Sam miał spuszczoną głowę i zaciśnięte zęby.
- Jeśli nie chcesz Sam, to nie spotkamy się z nim. – Zasugerowałam.
Chłopak podniósł głowę patrząc się na Quinn. Zauważyłam, że dziewczyna karci go wzrokiem.
- Nie, nie mam nic do niego – Uśmiechnął się wymuszenie.
Oby,

pomyślałam. 

2 komentarze:

  1. Dopiero nadrobiłam zaległości(tak na marginesie, ponoć miałeś mnie informować o nowościach :P), i wiesz co Ci powiem?
    Powiem Ci, że lubię te opowiadanie i że naprawdę dobrze idzie Ci pisanie.
    Mimo, iż w jakimś sensie jest po prostu zwyczajne, o życiu nastolatków to jednak czyta się to z przyjemnością.
    Ogólnie gdybym miała wybrać paring między Effy z Darrenem, a Effy z Chordem to wybrałabym ten drugi. Jakoś blondyn bardziej do mnie przemawia.
    Darren jest lekko dziwny i oczywiście zupełnie przypadkowo jest w tym samym miejscu i czasie, co podobająca się mu dziewczyna. Stalker trochę xD

    No, to by było na tyle. Piszę ze swojego głównego konta, ale mogę Cię zaprosić na opowiadanie na tym drugim koncie: http://make-you-unbreakable.blogspot.com/

    Także pozdrawiam ciepło i czekam na nowość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałem cię powiadomić, widzisz :D
      Dziękuję za opinię, w sumie, zaskoczyła mnie pozytywnie! Jak będę miał dłuższą wolną chwilę to przeczytam twoje nowe opowiadanie, przez które już zżera mnie ciekawość.
      Pozdrawiam! :)

      Usuń

 
Toggle Footer