czwartek, 2 stycznia 2014

4 komentarze
Rozdział 8. Starry Coast

   Stałam na podjeździe mojego domu oparta o walizkę, z telefonem w ręku i lekkim plecakiem na plecach. Moja lawendowa bluzka, która ledwo sięgała pępka, kołysała się z każdym podmuchem wiatru. Mlecznymi trampkami szurałam o kamienną kostkę a wolną ręką trzymałam się jasno jeansowych spodenek. Niecierpliwie wyczekiwałam samochodu Chorda, którym razem z moimi przyjaciółmi mieliśmy udać się na wycieczkę. Pogoda była o tyle dobra, że temperatura nie przekraczała dzisiaj 30 stopni. Zdziwiłam się, ponieważ częste upały były tutaj czymś normalnym.
Po kilkunastu minutach czekania, zza zakrętu wyłoniła się ciemnoniebieska furgonetka, która podjechała pod mój dom. Sam zwinnymi ruchami wyskoczył z auta i podszedł do mnie szybkim krokiem.
-  Cześć Ef! Wyprowadzasz się? - Brunet starał się zażartować z mojego sporego bagażu.
-  Jeszcze nie. - uśmiechnęłam się - Weź tą walizkę, mój plecak i rzuć na tył.
Minęłam go i zajrzałam do środka.
- Hej... - Uniosłam delikatnie kąciki ust
- Dzień dobry - Chord popatrzył się na mnie z uśmiechem.
- Razem z Q siądziemy z tyłu, ok?
- Nie ma sprawy. Jeśli którejś z was będzie za gorąco, Sam się zamieni. - Odpowiedział.
Uniosłam do góry kciuk, odeszłam od okna a następnie wskoczyłam na tył samochodu. Usadowiłam się obok walizki, wyjęłam komórkę i napisałam wiadomość do mojej przyjaciółki. Chciałam ją powiadomić, że zaraz po nią przyjedziemy.
- Możemy jechać! - Krzyknęłam, po czym odjechaliśmy w stronę domu Quinn.
   Kilka minut później znaleźliśmy się na podjeździe Lavenderów. Sam pomógł jej załadować bagaże i zająć miejsce obok mnie.
- Cześć słońce! - Przywitała mnie entuzjastycznie.
- Hej! - Odwzajemniłam z nieco mniejszym zapałem.
- Nie mogę się doczekać kiedy tam dojedziemy! - W przeciwieństwie do mnie, była tą wycieczką strasznie podekscytowana - Chyba się dzisiaj nie wyspałaś, prawda? Jesteś jakaś oschła...
- Przepraszam, nie mogłam zasnąć.
Po załadowaniu jej wszystkich rzeczy ruszyliśmy w stronę Starry Coast.
   Przez pierwsze kilkanaście minut drogi jechaliśmy zupełnie pogrążeni w ciszy. Razem z Quinn podziwiałyśmy pustynne tereny, ogromne kaktusy i złoto-pomarańczowe kaniony piętrzące się daleko w tle. Słońce wznosiło się coraz wyżej i coraz mocniej grzejąc. Na szczęście chłodził nas wiatr, który przy dużej prędkości robił się jeszcze bardziej porywisty. Upajałam się tym widokiem tak długo aż w końcu moja przyjaciółka postanowiła mnie zagadać.
- Ładne dzisiaj wyglądasz - Uśmiechała się od ucha do ucha.
- Dziękuję - odruchowo złapałam się za niechlujnego koka - ty też!
Quinn miała białą koszulę z żorżety rozpiętą do piersi, granatowe spodenki i lordsy w kolorze ecru*. Ciemne włosy związała w koński kucyk a na powiekach namalowane delikatne kreski.
Uśmiechała się czekając aż poruszę jakiś temat. Ugięłam się:
- Zdecydowaliście w końcu, gdzie przenocujemy?
- Ja zostaję przy Georgii, a co zrobią oni, to już nie mój problem! - Zaśmiała się i niespodziewanie zmieniła temat.
- Co wczoraj robiłaś? - Wpatrywałam się w nią po czym przeniosłam wzrok na szybę, przez którą widać było Chorda. Przypomniałam sobie o nieudanym spotkaniu i o tym, że wyjawiłam mu sekret Q.
- Byłam z Cho na spacerze... - opuściłam wzrok - Zresztą nic wielkiego, a ty?
Quinn zamknęła oczy, odchyliła głowę do tyłu i wzięła głęboki wdech.
- Odpoczywałam, pakowałam się, plotkowałam z Bree... - wyrzucała wszystko z siebie jak w transie - ...pisałam z Dani oraz spotkałam się z Samem,
Zaniepokojona przerwałam jej.
- Z Samem?!
- No tak. - Otworzyła oczy i patrzyła się na mnie ze zdziwieniem - Coś nie tak?
- Nie, nie! Wszystko w porządku, tylko myślałam... myślałam, że między wami nic już nie ma... - Odwróciłam głowę i popatrzyłam na szybę, za którą siedział Sam.
- Czekaj, nie rozumiem... Nie mogę się już z nim nawet spotkać jak przyjaciółka z przyjacielem? - Zmarszczyła brwi i skrzyżowała ręce na piersi.
- Po prostu myślałam, że po tym co wydarzyło się w sobotę, ograniczycie trochę kontakt.
- Co to ma do rzeczy? Było minęło! - Dziewczyna uśmiechnęła się i lekko mnie szturchnęła - Bierzesz wszystko zbyt poważnie.
- Może masz rację... - Przytaknęłam.
Dalsza rozmowa odbiegła tematem od naszej czwórki. Skupiłyśmy się na planach wakacyjnych Quinn, połowa z nich prawdopodobnie nie wypali, jednak dziewczyna nie traciła entuzjazmu. Opowiadała mi o swoich koncepcjach, wszystkich z najmniejszymi szczegółami.
Rozmowa powoli zamieniała się w monolog, a ja odbiegłam myślami od tego co mówiła. Przypomniał mi się wyjazd do Tucson, upalne popołudnie na dachu opuszczonego budynku i Darren. Wysoki z przyjemnym wyrazem twarzy chłopak na początku przeraził mnie na śmierć. Patrząc się na mnie w chwili, kiedy wszedł na dach, uznał, że zachowałam się jak totalna kretynka. Sądziłam, że ośmieszyłam się w jego oczach. Za każdym razem, kiedy pomyślę o tym, że stałam przy krawędzi i zastanawiałam się czy skoczyć, czuję ogromny wstyd. Zdecydowanie nie było to adekwatne do mojego charakteru. Alternatywą popołudnia okazała się przechadzka po mieście. Wspólny spacer był jedną z najprzyjemniejszych chwil spędzonych w te wakacje. Było w nim coś intrygującego, sama nie wiem co... Może był to jego rewelacyjny wygląd, albo elektryzujący charakter? Nie mogłam tego stwierdzić na podstawie jednego spotkania, dlatego bez wahania umówiłam się z nim na kolejne. Czułam, że pobyt w Starry Coast przedłuży się niemiłosiernie, jednak pocieszającym faktem było to, że w każdej chwili mogłam po prostu zadzwonić do mojego nowego kolegi.
Z zamyślenia wyrwał mnie huk odsuwanego tylnego okna.
- Jak tam? Nie za gorąco? - Sam siedział odwrócony plecami do przedniej szyby.
- Jest idealnie! - Quinn musiała delikatnie podnieść głos.
- Za dwadzieścia minut dojedziemy do stacji benzynowej. Zatrzymamy się tam, ponieważ Chord chce napełnić bak. - Sam przyglądał się Quinn czekając na odpowiedź. Dziewczyna również patrzyła na niego z uśmiechem, tak jakby zapomniała języka za zębami.
- Dobrze by było rozprostować kości. - Zmierzyłam ich wzrokiem, po czym Sam zasunął okienko.
Quinn siedziała z ledwie widzialnym uśmiechem wpatrując się ślepo w bagaże. Odchyliłam głowę do tyłu pozwalając aby słońce musnęło moją szyję. Siedziałyśmy w ciszy przez resztę drogi, a mi zdecydowanie to odpowiadało.
   Kiedy dojechaliśmy do stacji benzynowej, Chord zatrzymał samochód przy dystrybutorach paliwa, po czym wysiadł z auta. Quinn i ja wyskoczyłyśmy z bagażnika, po czym zaczęłam rozprostowywać kości.
- Idę do toalety. - Poinformowała nas moja przyjaciółka otwierając drzwi do sklepu.
Cho zaczął napełniać bak a Sam usiadł na ławce po drugiej stronie podjazdu. Stałam zastanawiając się co ze sobą zrobić. Gdybym usiadła w aucie nie ominęła by mnie rozmowa z Chordem, a że nie miałam ochoty wdawać się z nim w dyskusję, postanowiłam zająć miejsce obok szatyna.
Sam wolnymi ruchami wyciągnął z kieszeni paczkę Camelów*. Odpalił papierosa po czym zaciągnął się i wypuścił dym przez usta.
- Palenie zabija. - Siedziałam z założonymi nogami wpatrując się w niego z przymrużonymi oczami.
- W takim razie jestem jedną nogą w grobie. - Zaśmiał się - Nie za bardzo musi ci to przeszkadzać, skoro jeszcze sobie nie poszłaś.
- Wyganiasz mnie? - Podniosłam brwi.
- Nie. Jestem raczej zdziwiony tym, że w ogóle tutaj przyszłaś.
Sam cały czas wpatrywał się w ogromny kanion piętrzący się kilka kilometrów dalej. Przybrałam zdziwiony wyraz twarzy.
- Dlaczego miałabym nie przyjść?
Odwrócił głowę a jego niebieskie oczy błysnęły odbijając promienie słońca.
- Sądziłem, że za mną nie przepadasz i spędzasz ze mną czas z przymusu.
Otworzyłam szeroko oczy. Byłam lekko zdziwiona, jednak nie mogłam zaprzeczyć tego co powiedział. Nie był on osobą z którą chętnie bym się spotykała.
- Rzeczywiście, nie szaleję za twoim towarzystwem. - Przyznałam mu rację.
Sam uśmiechnął się smutno i znowu odwrócił głowę w stronę kanionu. Było mi go szkoda, ponieważ ostatnio został odrzucony przez Quinn, a teraz kolejna osoba stwierdza, że za nim nie przepada. Poczułam się strasznie głupio i od razu pożałowałam tego, co powiedziałam.
- Sądzę jednak, że było by bez ciebie nudno. - Próbowałam ratować sytuację - Sam... jesteś cholernie denerwujący, ale masz dobre serce. To, że nie przepadam za twoim charakterem, nie zmienia faktu, że każdy tak uważa.
- Jak to jest, że potrafisz wybrnąć korzystnie z każdej sytuacji? - Znowu zaciągnął się i wypuścił dym - To jest ten cały urok Effy? Manipulacja?
Patrzyłam się na niego z rozdziawionymi ustami.
- Nie rozumiem o co ci chodzi. - Kręciłam głową.
- Chodzi o to, że każdy cię lubi. Każdy ci wierzy. Wszyscy są po twojej stronie. - Wymieniał bez chwili zawahania. - To jest cholernie irytujące.
Opuściłam głowę.
Poczułam się niezręcznie przez to co powiedział. Nigdy nie sądziłam, że jestem dla ludzi kimś w rodzaju lidera. Od kiedy pamiętam ludzie stawali po mojej stronie, ale nikt nigdy nie zarzucił mi manipulację, tym bardziej, że nie robiłam nic świadomie. Podniosłam głowę i tak jak mój kolega, zaczęłam wzrokiem przeczesywać okolicę.
- Przepraszam. - Sam przyglądał mi się. - Nie chciałem cię urazić.
- Nikim nie manipuluję i nigdy nie manipulowałam. Przykro mi, że tak sądzisz. - Patrzyliśmy sobie w oczy.
Usłyszeliśmy, że Quinn wyszła ze sklepu i szła w naszą stronę. Mój towarzysz upuścił wypalonego papierosa na ziemię i przygniótł butem.
- Hej! Chord powiedział żebyśmy zajęli już miejsca, ponieważ zapłaci tylko za benzynę i jedziemy dalej.
- W takim razie chodźmy. - Sam podniósł się z ławki i razem z Q ruszyli w stronę auta. Szłam za nimi wlokąc nogami. Przy pomocy przyjaciółki wskoczyłam na tył furgonetki, zajęłam swoje miejsce i zamknęłam oczy. Niewyspanie coraz bardziej zaczęło dawać mi się we znaki. Nie próbowałam z tym walczyć, ponieważ nie miałam ochoty słuchać kolejnego monologu Quinn. Po powrocie Cho i wyruszeniem w dalszą drogę, zasnęłam.


- Effy! Eff, wstawaj! - Powoli zaczęłam otwierać oczy a pod powieki wpadało jasne światło. - Jesteśmy już prawie na miejscu!
Głos Quinn rozchodził się po mojej głowie głośnym echem. Próbowałam wyrwać się ze snu, jednak zmęczenie nie chciało ustąpić. Nie dałam za wygraną i w pełni rozchyliłam powieki. Powoli podniosłam się do pozycji siedzącej, rękami przecierałam oczy i próbowałam powstrzymać ziewanie. Q siedziała po turecku patrząc się na mnie z szerokim uśmiechem. W połowie ogarnięta zaczęłam rozglądać się machinalnie po okolicy. W kierunku, którym jechaliśmy zauważyłam małe zabudowania, więcej zieleni a dookoła koronę z wyrastających złoto-pomarańczowych kanionów. Słońce grzało mocniej niż wcześniej, a ja byłam obolała od leżenia na niewygodnym podłożu bagażnika.
- To Starry Coast? - Zapytałam.
- Taaak... - Odparła jakby od niechcenia. - Sądziłam, że będzie trochę większe.
Rzeczywiście z oddali miasto, a raczej miasteczko, sprawiało wrażenie dawno opuszczonego. Mimo wszystko, nie zniechęciło mnie to. Myślę, że spowodowane było to wypoczęciem, przez które nabrałam trochę więcej energii i entuzjazmu.
- Będzie rewelacyjnie... - Ciągle wpatrywałam się w ciemną plamę Starry Coast.
- Sen ci służy. - Przyjaciółka zażartowała - Obyś miała rację.
Chord przyśpieszył a za naszym samochodem uniosły się duże kłęby dymu. Quinn wyprostowała się, złapała się za dach furgonetki i zaczęła krzyczeć ogłaszając nasz przyjazd. Śmiałam się i chociaż od zakończenia roku minęło już cztery dni, dopiero poczułam wakacje.
   Do miasta wjechaliśmy bardzo powoli. Razem z przyjaciółką rozglądałam się po budynkach szukając jakiegokolwiek oznakowania hotelu Georgia. Kierowaliśmy się cały czas główną ulicą. Miasteczko wyglądało jak wyciągnięte z westernu, stare zakłady fryzjerskie, bary, niewielkie sklepy z ubraniami, spożywczaki, motele, niskie bliźniaki i mieszkania położone nad sklepami. Byłam zachwycona aurą jaka tu panowała, chociaż ludzie patrzyli na nas spode łba.
- Mam! - Quinn krzyknęła wskazując palcem na 3 piętrowy budynek po prawej stronie ulicy.
Hotel Georgia pomimo iż nie wyglądał jak luksusowy kurort, był najlepiej prezentującym się w całej okolicy. Wjechaliśmy na parking, zeskoczyłyśmy z bagażnika i razem z chłopakami zaczęliśmy zdejmować bagaże. Gdy każdy miał już swoją torbę weszliśmy do środka budynku.
W recepcji było chłodniej niż na zewnątrz za sprawą klimatyzacji. Razem z Chordem podeszliśmy do lady aby się zameldować.
- Dzień dobry, chcielibyśmy wynająć 2 pokoje. - Uśmiechnęłam się do recepcjonisty.
Podałam swoje dane, numer telefonu i czas na jaki chcemy się zameldować.
- Odpowiadają pani sale nr. 15 i 16? - Wysoki mężczyzna o jasno brązowych włosach i szczupłej sylwetce sięgnął odruchowo po kluczyki.
- Tak, jednak czy mógłby nam pan wskazać jak mamy tam dotrzeć?
Mężczyzna podniósł wzrok na mnie, uśmiechnął się, wręczył kluczki i odpowiedział:
- Proszę pójść tym korytarzem - Wskazał na hol po naszej prawej stronie - następnie wejść schodami na pierwsze piętro. Myślę że wtedy odszukanie pokoi nie będzie już kłopotem.
Wręczyłam Chordowi kluczyk do jego pokoju, następnie chwyciłam rączkę walizki.
- Życzę miłego pobytu. - Mężczyzna uśmiechnął się bezbarwnie.
Całą czwórką ruszyliśmy w stronę schodów. Na górze odszukaliśmy 15 i 16, po czym według podziału na płeć zajęliśmy pokoje.
- Spełnia twoje wymagania? - Zapytałam Quinn.
- Minimalnie, ale tak. - Odparła z dumą. - Idę się odświeżyć.
Dziewczyna zajęła łazienkę a ja wyjęłam telefon z kieszeni aby zorientować się, która jest godzina. Na zegarku było dwadzieścia po dziesiątej. Dość wcześnie - pomyślałam.
Wstałam z łóżka i zaczęłam rozpakowywać walizkę. Pokój był mniej więcej wielkości mojej sypialni. W kątach przy oknie stały dwa łóżka, a obok nich etażerki. Szafy znajdowały się naprzeciw miejsca do spania. Ściany były wytapetowane dość staromodnym wzorem a podłoga wyłożona panelami. Po wyjęciu z torby ostatniej rzeczy postanowiłam zwiedzić hotel.
Hol był identyczny jak ten na dole. Schodami wdrapałam się na ostatnie piętro, gdzie pomimo nadziei, nie znajdowała się żadna sala rozrywkowa. Po uświadomieniu sobie tego, wróciłam na parter. Skierowałam się w stronę recepcji, następnie wyszłam przed budynek.
Georgia był to hotel zbudowany na rogu głównej ulicy. Ściany obłożone były ciemnym drewnem, podobnie jak płaski dach. Okna, schody, balustrady i kolumny pomalowane były na miodowy kolor. Zajazd sprawiał wrażenie naprawdę starego przez co idealnie wpasowywał się w panoramę miasta.
Usiadłam w cieniu kolumny po czym wyciągnęłam telefon i wystukałam sms'a do rodziców, informując że bezpiecznie dojechaliśmy do celu. Chwilę później otrzymałam odpowiedź ze wskazówkami, nakazami i tego typu informacjami. Siedząc, wzrokiem przeczesywałam okolicę. Byłam ucieszona, że właśnie tutaj spędzimy cztery dni wakacji. Myśląc o tym przypomniała mi się, obietnica którą złożyłam Darrenowi. Przysięgłam, że poinformuję go od razu po przyjeździe. Odblokowałam telefon i szybko wystukałam wiadomość.

Do: Darren
Text: Hej! Obiecałam, że napiszę jak tylko dojadę do Starry Coast, więc wywiązuję się z umowy :) Jestem już zameldowana i prawdopodobnie niedługo będziemy gdzieś wychodzić. Powiedz, co słychać u ciebie? 

Po wysłaniu wiadomości odczekałam kilka minut jednak mój nowy kolega nie odpisał. Pomyślałam, że może być zajęty. W przeciwieństwie do mnie, on nie ma wolnych wakacji.
Podniosłam się i wróciłam do pokoju. Już na rogu powitał mnie Chord:
- Dobrze, że jesteś! - Uśmiechnął się - Lepiej się szykuj bo za chwilę wychodzimy.
- Gdzie? - Popatrzyłam na trójkę przesiadującą u nas w pokoju.
- Zwiedzić okolicę. - Wymieniłyśmy się z Quinn uśmiechami - Wiedziałam, że ci się spodoba ten pomysł!
- Przebiorę się i będziemy mogli wyjść.
Chłopcy dalej siedzieli na moim łóżku.
- Ekhm. - Odchrząknęłam - Możecie wyjść z łaski swojej? Chciałabym się przebrać.
- Jasne! Już idziemy! - Czerwoni na twarzach wybiegli z pokoju.
- A ty słońce, doradź mi. - Quinn uśmiechnęła się tak, jakby tylko czekała na tą propozycję.
   Pół godziny później szliśmy główną ulicą orientując się, gdzie są sklepy. Quinn ubrana seksownie, tak samo jak wcześniej, powodowała, że głowy facetów same się za nią odwracały. Ich partnerki miażdżyły ją wzrokiem, a reszta kobiet podążała wzorkiem za Chordem ubranym w krótkie spodenki koloru khaki i zgniło zieloną koszulkę. Czułam się dziwnie, jednak o wiele swobodniej niż oni. Po kilkudziesięciu minutach spaceru wyszliśmy na obrzeża miasta. Podeszliśmy do płotu odgradzającego nas od stadniny koni. Piękne okazy appaloosa i mustangów biegały po prerii a ich właściciel przyglądał się wszystkiemu z daleka.
- Pięknie tutaj. - Skwitował Chord.
- Musimy ci podziękować. - Zaczęłam - Wybrałeś naprawdę świetne miejsce na wakacje.
- Cieszę się, że wam się podoba. - Uśmiechnął się po czym nasze spojrzenia się spotkały.
Nie mogłam już dłużej udawać obrażoną, postanowiłam, że odpuszczę. Zostawiliśmy Sama i Quinn samych a oboje wybraliśmy się na króciutki spacer.
- Jeszcze raz przepraszam, za moje wczorajsze zachowanie. - Opuścił głowę - Nie wiem co mnie ugryzło.
- Nic się nie stało. - Pocieszyłam go. - Co dalej planujecie?
- Myśleliśmy o jakiejś rozrywce w barze. Co o tym sądzisz?
- Dobry pomysł. Chcę się trochę zabawić... - Posłałam mu diabelski uśmieszek.
- Z nami nie będziesz się nudziła. - Uśmiechnął się szeroko prezentując szereg pięknych, równych, białych zębów.
Zatrzymałam się, podeszłam do niego, włożyłam mu ręce do kieszeni, podniosłam głowę i spojrzałam prosto w oczy.
- Trzymam cię za słowo. - Szepnęłam.


   Resztę dnia spędziliśmy w mieście na drobnych zakupach. Wieczorem natomiast wybraliśmy się do baru. Weszliśmy do najbardziej polecanej knajpy od razu zwracając uwagę. Sam w krótkich jeansowych spodenkach, zielonej koszuli w kratę i jasnych nike air max'ach**, Quinn w kusej, jasnej sukience w drobne kwiaty, krótkiej jeansowej kurtce, włosami spiętymi w kok i wysokich brązowych koturnach oraz Chord, ciągle w tych samych spodenkach jednak w innej, jasno różowej bluzce oraz jasnoszarych vansach. Natomiast ja założyłam granatową bluzkę na ramiączkach, z dużym wycięciem pod pachami oraz głębokim dekoltem przykuwającym uwagę wielu facetów. Dobrałam do niej krótkie, beżowe spodenki i tradycyjnie mleczne trampki.
Podeszliśmy do lady po czym Sam zamówił 4 drinki. Na prośbę wyciągnął fałszywy dowód. Całą czwórką chwyciliśmy kieliszki i w równym czasie wypiliśmy alkohol.
- To będą najlepsze wakacje w życiu! - Quinn wykrzyczała mi do ucha.
Sytuacja powtórzyła się jeszcze 2 razy po czym znaleźliśmy się na parkiecie. Sam porwał do tańca jedną z tutejszych dziewczyn a Chord dotrzymał towarzystwa Q. Ja natomiast zostałam poproszona na parkiet przez jednego z chłopaków, który obserwował nas od początku imprezy. Mniej więcej o dziesięć centymetrów wyższy ode mnie, zdecydowanie dominował w tańcu.
Byłam zachwycona.
   Kilka piosenek później wszyscy w lokalu skupili się wokół elektrycznego byka. Wielu mężczyzn chcąc się popisać próbowało dosiąść zabawkę, jednak niewielu to wychodziło.
- Co za cieniasy! - pół pijany Sam naśmiewał się z nieudaczników.
- Przestań, przynajmniej próbują! - Quinn śmiała się razem z nim.
- Mogliby się bardziej postarać... - Prychnął.
- Nie wygląda to na coś łatwego. - Skrzywiłam się.
- Przestań, to prościzna! - Sam oparł się o moje ramię.
- Hm... skoro jesteś tego taki pewien, to proszę - Wskazałam ręką na maszynę. - spróbuj!
Sam popatrzył się na byka, po czym wyciągnął dłoń w moją stronę.
- Zakład, że go dosiądę?! - Wyszczerzył zęby i popatrzył mi się prosto w oczy.
- Niech ci będzie. - Uścisnęłam jego dłoń, lekko przymrużyłam oczy i uśmiechnęłam się.
Byk zrzucił kolejnego odważnego po czym rozległo się głośne buczenie. Na arenę wszedł Sam. Nasza trójka dodała mu otuchy głośnymi okrzykami, po czym chłopak wskoczył na byka i kurczowo trzymał się go jedną ręką a drugą wymachiwał w powietrzu. Maszyna ruszała się coraz szybciej aż w końcu niewiele brakowało a Sam spadłby. Pech chciał, utrzymał się jednocześnie wygrywając zakład. Patrzyłam się na niego poniżona a on powoli zszedł ze sztucznego zwierzęcia krzycząc - Kto jest mistrzem?!
- Brawo! - Quinn totalnie pijana uśmiechała się i przytulała do spoconego "mistrza".
- Gratulację - Przyznałam mu wyższość.
- Następnym razem nie bądź taka pewna siebie - Sam minął mnie i podszedł razem z moją przyjaciółką do lady wypijając kolejnego drinka.
Stałam oparta o jedną z kolumn, kiedy Chord zmierzał w moją stronę.
- Wyglądasz na zmęczoną - Chord również oparł się o słup. - Masz ochotę zaczerpnąć świeżego powietrza?
- Jasne... - Przytaknęłam.
   Opuściliśmy budynek po czym usiedliśmy na schodach. Był środek nocy a mi po plecak przebiegły ciarki.
- Cholernie zimno się zrobiło. - Półprzytomna położyłam głowę na ramieniu przyjaciela.
- Weź to. - Wręczył mi jeansową kurtkę. - Wziąłem ją specjalnie z myślą o tobie.
- Dziękuję.
Siedzieliśmy cicho wpatrzeni w gwiazdy, które było tutaj idealnie widać. Przypomniałam sobie Tucson i wieczorny spacer z nowo poznanym kolegą. Pomimo tego, że był ze mną Chord, brakowało mi obecności Darrena. To dziwne, że przez jedno, krótkie spotkanie można przywiązać się do drugiego człowieka tak bardzo.
Oczy powoli mi się zamykały i czułam, że coraz więcej alkoholu wpływa do krwi. Kiedy rozchyliłam powieki aby nie usnąć zauważyłam coś co snuło w stronę baru. Nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam, dlatego zaczęłam przecierać oczy. Wytężyłam wzrok i kiedy definitywnie stwierdziłam, że nie przewidziało mi się, serce skoczyło mi do gardła.
W moją stronę szedł Darren. Jego śniada cera połyskiwała w blasku księżyca a ciemne dredy opadały na ramiona. Ubrany był w skórzaną ramoneskę i dopasowane jeansy. Podniosłam głowę i poczułam, że momentalnie trzeźwieję. Chłopak szedł cały czas w moim kierunku uśmiechając się od ucha do ucha.
- Darren... - wyszeptałam.
Chord popatrzył się na mnie po czym zmierzył wzrokiem zbliżającego się mężczyznę. Podniosłam się i ruszyłam ku Darrenowi. Kiedy znaleźliśmy się wystarczająco blisko w mojej głowie pojawiła się tylko jedna myśl.
- Co ty tu robisz? - Patrzyłam się na niego tak, jakby był fatamorganą.
- Przyjechałem na wakacje - Uśmiechnął się łobuzersko. - Miałem nadzieję, że cię spotkam.
Jego oczy cieszyły się a moje nogi w momencie, kiedy chciałam mu odpowiedzieć, ugięły się po czym upadłam łapiąc się jego kurtki. - Cóż, wspaniała niespodzianka i duża dawka alkoholu to nienajlepsze połączenie. - Kiedy ostatni raz otworzyłam oczy dostrzegłam zdziwienie i opiekuńczość na jego twarzy . Zrozumiałam wtedy, że przypadek nie gra tutaj żadnej roli.


-------------------------------------------------------
*Camel - marka papierosów
** Nike Air Max - Linia butów firmy Nike

4 komentarze:

  1. Jej, genialny i ciekawy rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale się potoczyło! :D I Darren właśnie tam, gdzie ona?
    Czemu mi się wydaję, że Chord faktycznie coś do naszej głównej bohaterki ma? ;>
    Ładna okolica, piękne widoki. Nic tylko zazdrościć im wakacji!
    Styl świetny, ale o tym wiesz :)
    Także pozdrawiam ciepło i czekam na rozdział 9 :)

    OdpowiedzUsuń
  3. twórz dalej bo masz do tego "smykałkę" :D pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

 
Toggle Footer