piątek, 6 grudnia 2013

4 komentarze
Rozdział 7. Sobotnia noc

- Poproszę dwa razy czarne espresso. - Quinn wyciągnęła z torebki skórzany portfel i wręczyła niskiej kasjerce 5 dolarów. - Jeśli można to z dodatkiem mleka.
Odczekałyśmy chwilę po czym kobieta dała nam nasze zamówienie i wyszłyśmy z kawiarni.
- Myślałam, że dzisiaj nie otworzę oczu - narzekała - a przecież muszę przygotować się na jutrzejszy wyjazd! Tak w ogóle, to przepraszam, że zerwałam Cię na nogi o tak wczesnej porze, ale chciałam porozmawiać.
- Nic się nie stało. - Odpowiedziałam z lekkim uśmiechem.

   Po wczorajszym wyjeździe byłam strasznie zmęczona i pomimo wolnego dnia nie wyspałam się. Rano moja przyjaciółka przyszła i obudziła mnie, ponieważ chciała porozmawiać. Była strasznie podekscytowana, więc zgodziłam się zwlec z łóżka i przespacerować się z nią.
Kiedy starałam doprowadzić swój wygląd do porządku Quinn przeglądała moje wczorajsze zakupy. Zachwycała się koronkową bluzką na ramiączkach i jasnymi jeansowymi spodenkami. W między czasie odpowiadałam jej na pytania "Czy były jakieś przeceny?" itd.
Gdy wyszłyśmy ode mnie z domu, udałyśmy się prosto do kawiarni. Przez całą drogę streszczałam Q mój wyjazd... z małymi wyjątkami.
   Usiadłyśmy na trawniku pod drzewem, które dawało najwięcej cienia.
- Te upały mnie wykończą, totalnie nie mój klimat - Postawiła kawę obok siebie, skrzyżowała nogi i odruchowo przeczesała włosy.
   Od zawsze zazdrościłam Quinn urody. Miała bardzo delikatną, jasną cerę i aksamitne, gęste, czarne włosy sięgające do piersi. Urody dodawały jej wielobarwne tęczówki; dookoła źrenicy szare, które następnie przechodziły w zielononiebieskie.
Teoretycznie nie dziwię się, dlaczego Sam zadurzył się akurat w niej. Była niepodważalnie piękna.
- Ściągnięcie Ciebie rano z łóżka nie było dobrym pomysłem... - Uśmiechnęła się i wypiła mały łyk kawy.
- Zamyśliłam się, przepraszam! - Starałam się skupić na rozmowie - Mówiłaś coś?
- Pytałam - podkreśliła - czy chcesz abym opowiedziała ci, jak spędziłam weekend?
- Jasne, że chcę! - Wypiłam duży łyk gorącej kawy, przygotowując się na opowieść.
- Pamiętasz jak mówiłaś, że w sobotę jedziesz do Tucson? - Przytaknęłam - Myślałam, że spędzę ten dzień sama w domu oglądając telewizję, jednak tak się nie stało. Rano odwiedziła nas Bree, mówiąc, że zostaje na dwa dni w mieście...
   Bree Lavender, starsza siostra Quinn. Była perfekcjonistką i ambitną dziewczyną. Skończyła szkołę 2 lata temu, obecnie jest w college w Phoenix. Była nieco mniej urodziwa niż Q, ale równie sympatyczna. Jedynym minusem Bree było zamiłowanie do imprez. Po zakończeniu liceum całe wakacje spędziła poza domem szukając rozrywki. Rodzicom udało się w ostatniej chwili sprowadzić ją na właściwą drogę. Zaczynałam domyślać się do czego zmierza historia mojej przyjaciółki jednak pozwoliłam jej mówić.
- Po południu w sekrecie przed rodzicami wyjawiła mi, że organizują ze znajomymi imprezę za miastem. Zapytała czy nie chciałabym jechać z nią, - znowu odruchowo przeczesała włosy - pomyślałam, że może być fajnie, dlatego zgodziłam się! Wieczorem powiedziałam rodzicom, że nocuję u koleżanki a Bree u jej starszej siostry, po czym wsiadłyśmy do samochodu i odjechałyśmy. - Opowiadała z wielką ekscytacją. - Impreza była naprawdę udana! Niesamowite towarzystwo, dużo jedzenia i alkoholu ale brakowało mi was... - Uśmiechnęłam się, nie przerywając jej. - Zmęczona, usiadłam trochę na uboczu i wtedy, nie zgadniesz kto do mnie podszedł! - Trzymała mnie w napięciu - Sam!
   Byłam lekko zszokowana tym zbiegiem okoliczności, pomyślałam, że jej historia może mieć drugie dno i że nie tylko ja dobrze się bawiłam podczas tego weekendu, więc słuchałam dalej.
- Okazało się, że przyjechał z kumplem, który koleguje się z moją siostrą. - Powoli jej entuzjazm zamieniał się w fascynacje - Bardzo długo siedzieliśmy  rozmawiając, śmiejąc się i popijając bourbon. Naprawdę nie wiedziałam, że Sam jest taki zabawny! - Skierowała tą opinię do mnie - Szczerze mówiąc to pierwszy raz kiedy byliśmy sami na jakiejś imprezie...
Domyśliłam się, że nie jest to koniec historii, ponieważ Quinn pomimo tego, że przerwała, siedziała z szerokim uśmiechem trzymając w dłoniach kawę.
- Co było dalej? - Starałam się wyciągnąć z niej jak najwięcej szczegółów.
- Poszliśmy się przejść. - Quinn odwróciła głowę i wzrokiem śledziła ludzi spacerujących po mieście.
- Wydarzyło się coś więcej?
Nastała krótka cisza.
- Myślałaś o tym, że powoli wkraczamy w dorosłość? - Wyminęła moje pytanie zmieniając temat.
- Tak, przecież to logiczne. - Nie rozumiałam, co to ma do rzeczy.
- Myślałaś o tym, że powinniśmy skupić się też na innych rzeczach niż nauka czy praca? Na czymś bardziej cenniejszym?
- Chodzi ci o chłopaków? - Wypaliłam prosto z mostu posyłając jej zadziorny uśmiech.
Quinn westchnęła, popatrzyła mi głęboko w oczy i powiedziała:
- Pocałowałam się z Samem...
   Zszokowała mnie. Nie wiedziałam od czego mam zacząć.
Patrzyłam się na nią po czym przeniosłam wzrok na kubek z kawą. Wiedziałam, że muszę coś powiedzieć, jednak bałam się, że ją urażę. Postanowiłam, że zachowam się równie wymijająco co ona.
- Co teraz?
Quinn spojrzała na mnie marszcząc brwi, następnie wzięła duży łyk kawy i odpowiedziała:
- To nic nie zmienia...
   Kamień spadł mi z serca.
Obawiałam się, że będzie to początek walki jaką będę musiała stoczyć ze świadomością, że moja najlepsza przyjaciółka spotyka się z chłopakiem którego nie lubię, jednak tak się nie stało.
   Odruchowo podniosłam wzrok i spojrzałam na Quinn, która skupiła się na swoich paznokciach.
- Nie chcę psuć naszej przyjaźni. - Powiedziała to z niewzruszonym spokojem jednocześnie marszcząc brwi - A ty co uważasz?
- Poprę każdą twoją decyzję. - Postanowiłam, że nie wypowiem się na ten temat, w żaden sposób, który mógłby doprowadzić do tego aby Q zorientowała się, że już wcześniej coś podejrzewałam.
   Pomimo tego, że atmosfera rozluźniła się, wciąż odczuwałam jakąś zmianę.
Wymiana spojrzeń z moją przyjaciółką, zabrała jej ten entuzjazm jakim tryskała na początku rozmowy. Historie związane z imprezą nie były już tak chętnie przez nią opowiadane a temat konwersacji zmienił się na dobre.
W zachowaniu Quinn było coś dziwnego. Na początku tryskała energią i opowiadała mi wszystko z najmniejszymi szczegółami aż do momentu pojawienia się niespodziewanego zwrotu akcji w jej opowieści. Wyglądało to mniej więcej tak, jakby nagle zmieniła zdanie. Tylko dlaczego?

***
   Dwie godziny później pożegnałam się z przyjaciółką i ruszyłam miarowym krokiem do domu. Przed zakończeniem spotkania wróciła jej energia, więc ucieszyłam się w duchu, że nie zepsułam jej nastroju na resztę dnia.
   W drodze powrotnej wstąpiłam do sklepu aby zaopatrzyć się w produkty na wyjazd. W sklepie tym pracowała mama Chorda. Była bardzo przyjemną kobietą i przede wszystkim kochającą matką, dlatego często odwiedzaliśmy to miejsce po szkole.
Gdy otworzyłam drzwi zadzwonił dzwonek a ja wślizgnęłam się do środka. 
- Ah! Cześć Effy! Jak tam u ciebie? - Przywitała mnie pulchna kobieta.
- Dzień dobry pani Baddy, wszystko w porządku, a u pani? - Odwzajemniłam pytanie.
- Gorąco, przede wszystkim! - Zaśmiała się - Przyszłaś zrobić zakupy na wyjazd?
- Tak, jednak nie miałam czasu w ten weekend aby zrobić listę, dlatego będę potrzebowała pani pomocy. - Uśmiechnęłam się i kontynuowałam dalej - A właśnie, jak tam Chord? Nie odzywał się od mnie od soboty...
- U niego wszystko w porządku, dużo opowiadał o tym, że odwiedziliście staw Stevanse'a...
- Mówił coś jeszcze o tym wieczorze? - Przerwałam jej
- Em... raczej nie. Jednak zaobserwowałam, że wrócił do domu bardzo szczęśliwy. Czy coś między wami...
- Mój boże, nie! - Zaśmiałam się razem z nią - Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Stara śpiewka! - Zachichotała i zmieniła temat - Co do jutrzejszego wyjazdu, to nie kupuj dużo jedzenia. Sam i Chord wykupili mi połowę asortymentu na tą wycieczkę! Weź ze sobą zgrzewkę napoi i kilka hermetycznie pakowanych rzeczy. - Wskazała mi odpowiednią półkę, po czym podeszłam i zaczęłam przebierać między puszkami.
Po podliczeniu rachunku, pożegnałam się z nią i wyszłam ze sklepu. Do domu nie miałam daleko, więc wzięłam ze sobą pełną zgrzewkę coca-coli i siatkę z jedzeniem.
   Po powrocie odpoczywałam na łóżku pijąc zimny jogurt i układając listę ubrań, jakie muszę ze sobą zabrać. Spojrzawszy na wczorajsze zakupy przypomniałam sobie, o obietnicy jaką złożyłam Darrenowi. Sięgnęłam po telefon, z listy kontaktów odszukałam jego numer i zaczęłam formować wiadomość:

Do: Darren
Text: Cześć! Prosiłeś mnie, abym się odezwała. Dobrze się wczoraj bawiłam, mam nadzieję, że niedługo znowu się spotkamy :)
Effy


Odłożyłam telefon na bok i czekałam, wspominając wczorajszy wieczór. Będąc razem z Darrenem czułam się naprawdę dobrze. Zależało mi na tym, aby kontynuować tą znajomość.
Po kilkunastu minutach braku odzewu z jego strony, postanowiłam znowu skupić się na dalszym planowaniu.
   Jutrzejszy dzień miał rozpocząć czterodniową wycieczkę, do Starry Coast, miasta oddalonego od Ravenville 155 km. Planowaliśmy ją od grudnia, dopieszczając szczegóły takie jak transport, atrakcje, trasy i zakwaterowanie (chociaż tutaj wciąż nie doszliśmy do porozumienia, ponieważ Chord upierał się przy hotelu Śpica Arizona a Quinn Georgia). Byłam bardzo podekscytowana na myśl o tym wyjeździe, dlatego postanowiłam nie zawracać sobie głowy tym co się stało sobotniej nocy między Quinn a Samem oraz mną i Chordem.
Podniosłam się z łóżka, wyciągnęłam walizki i zaczęłam wyrzucać z szafy na łóżko ubrania, które planowałam zabrać ze sobą. Cała operacja zajęła mi półtorej godziny, gdyż musiałam spakować też inne potrzebne rzeczy. Jeszcze raz przeliczyłam pieniądze odłożone na ten wyjazd. Wszystko się zgadzało. 
Zmęczona opadłam bezwładnie na łóżko i zasnęłam. Moje sny skupiały się głównie na Starry Coast, jednak co chwila w mojej głowie gościł inny widok.
Były to oczy Adama...


   Obudziłam się w pełni wypoczęta i zadowolona, że odespałam wczorajszy wyjazd. Powolnym ruchami sięgnęłam po telefon aby sprawdzić godzinę. Było kilka minut po szóstej. Nie do końca świadoma co się dzieje, zauważyłam że w skrzynce czekają 2 wiadomości. Usiadłam na łóżku, przetarłam oczy i rozwinęłam rejestr. Starsza wiadomość była odpowiedzią Darrena, natomiast młodsza sms'em od Chorda. Otworzyłam najpierw tą od mojego nowego kolegi:

Od: Darren
Text: Hej, hej! Powoli traciłem nadzieję, że kiedykolwiek napiszesz! Ja też miło spędziłem czas i również trzymam kciuki abyśmy spotkali się jak najszybciej. Co powiesz na środę?
Ps. Przepraszam, że wcześniej nie odpisałem ale byłem zajęty :)


Nie wierzyłam, że naprawdę odpisał! Przez cały czas po mojej głowie przechadzały różne myśli. Jedną z nich była teoria, która przedstawiała Darrena jako typowego podrywacza, który zniknie równie szybko jak się pojawił. Ucieszyłam się na sam fakt, że nie było to prawdą.
Uśmiech z mojej twarzy zszedł tak szybko jak się tam znalazł. W ostatniej chwili przypomniałam sobie, że jutro wyjeżdżam, więc musiałam do nowa skonstruować odpowiedź. Wytłumaczyłam mu wszystko po kolei i przeprosiłam.
   Kolejnym sms'em był ten od Chorda, napisany godzinę temu:

Od: Chord
Text: Cześć. Nie odzywałaś się do mnie od soboty, dlatego pomyślałem, że może masz ochotę gdzieś wyskoczyć? Proszę odpisz mi ASAP*.


Pomimo tego, że moja złość zelżała, wciąż czułam do niego niechęć. Przez chwilę trzymałam telefon w ręce i zastanawiałam się, co mu odpisać. W końcu przełamałam się i wyraziłam chęć spotkania. Szybkimi ruchami wystukałam krótką wiadomość, w której napisałam, aby przyszedł po mnie za pół godziny.
   Odłożyłam komórkę, wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Obmyłam twarz, uczesałam włosy i związałam je w koński kucyk. Nałożyłam lekki makijaż, umyłam zęby a następnie wróciłam do pokoju. W skrzynce znowu czekały na mnie dwie wiadomości. Chord odpowiedział krótkim "ok" a Darren kontynuował rozmowę.
Z szafy wyciągnęłam luźną seledynową bluzkę, białe spodenki i mleczne trampki. Ubrałam się, po czym zaczęłam sprzątać pokój. Walizki oparłam o ścianę przy oknie a resztę ubrań zawiesiłam z powrotem na wieszaki. W między czasie odpisywałam Darrenowi opowiadając szczegóły dotyczące jutrzejszej wycieczki, na co on odpowiadał tak, jakby dotyczyło to również jego. Był niesamowicie komunikatywnym człowiekiem, z czego się bardzo cieszyłam.
Kiedy udało mi się doprowadzić wygląd mojego pokoju do tego stopnia, że wyglądał tak jak przed popołudniem, zeszłam do kuchni i na szybko zjadłam kilka wafli ryżowych. Usiadłam przy stole i czekałam na Chorda, który pojawił się kilka minut później.
- Cześć - Uśmiechnął się - Ładnie wyglądasz.
- Dziękuję - Odwzajemniłam się uśmiechem jednoczenie marszcząc brwi.
Wyszliśmy na drogę prowadzącą do centrum pogrążeni w zupełnej ciszy. Zaczęło mi to przeszkadzać, dlatego postanowiłam ją przerwać:
- Jak przygotowania do jutrzejszego wyjazdu?
- Dobrze, a twoje?
- Niedawno skończyłam - Odpowiedziałam - W niedzielę nie miałam czasu, bo byłam w Tucson.
- Udały się zakupy? - Domyśliłam się, że również mu zależy na podtrzymaniu rozmowy.
- Jestem zadowolona. - Doszliśmy do baru, w którym często spędzaliśmy weekendy.
Weszliśmy do środka, zajęliśmy miejsca i po raz kolejny zapadła cisza. Tym razem to Darren zaczął:
- Jutro wyjeżdżamy w pół do siódmej, chcemy być na miejscu około południa. - Siedzieliśmy przy oknie, więc odwrócił głowę wyglądając przez szybę - Przyjedziemy po ciebie razem z Samem a potem zabierzemy Quinn.
- Okej, będę czekała... - Zachowywał się tak, jakby czegoś wyczekiwał, ponieważ cały czas patrzył się na zewnątrz.
Jeśli tak miało wyglądać nasze spotkanie, to nie miałam w ogóle ochoty tego kontynuować. Kiedy miałam wstać przypomniałam sobie o sprawie, która mogła by zainteresować Chorda.
- Rozmawiałeś ostatnio z Samem? Co u niego? - Zaczęłam, nota bene normalnie.
- Wszystko po staremu... - Wciąż wyglądał przez te cholerne okno.
- Nie pochwalił ci się nawet, że pocałował Q? - Przymknęłam oczy a Cho odwrócił głowę w moją stronę z szeroko otartymi ustami.
- Co zrobił?!
- Pocałował Quinn, przeliterować ci to? - Odpowiedziałam sarkastycznie.
- Jak to się stało? K i e d y? - Był równie zdziwiony jak ja, kiedy moja przyjaciółka opowiadała mi o tym rano.
- Byli w sobotę razem na imprezie poza miastem. Po całym zajściu Quinn wyjaśniła mu, że to nie zmienia niczego między nimi. Co było dalej, nie wiem. - Teraz to ja ironicznie odwróciłam głowę i wyglądałam przez okno.
- Nic mi nie powiedział...
- Może się wstydził? - Popatrzyłam mu się prosto w oczy - Może cała ta sytuacja go przerosła?
Lekko przymrużyłam oczy i przekręciłam głowę. Nie wiem, czy zrozumiał, że była to aluzja do jego zachowania w sobotę.
   Siedzieliśmy w ciszy przez kilka minut po czym poczułam, że mój telefon wibruje. Zwinnymi ruchami wyciągnęłam go z kieszeni i zobaczyłam, kto jest adresatem wiadomości. Mimowolnie uniosły mi się kąciki ust. Chord musiał to zauważyć, ponieważ zmarszczył czoło i wpatrywał się w mój telefon, jakby nie pochwalał tego, że z kimś piszę.
- Mogę wiedzieć kto cię tak atakuje? - Zapytał cały czas patrząc na moje ręce.
- Myślę, że to raczej prywatna sprawa... - Spojrzałam w jego szmaragdowe oczy i zrozumiałam, że nie odpuści dopóki się nie dowie, kto to jest. Musiałam skłamać - To Quinn.
- Chcesz coś do picia lub jedzenia? - Odetchnął z ulgą.
Nie rozumiałam, dlaczego był taki poddenerwowany. Ostatnio dał mi jasno do zrozumienia, że to nie ja jestem obiektem jego westchnień, więc nie miał raczej powodów aby być zazdrosny.
- Nie, dziękuję. Możemy się przejść? - Pomyślałam, że spacer wpłynie w jakiś sposób na naszą konwersację, która do tej pory była bardzo chłodna.
   Szliśmy obrzeżami miasta. Chord cały czas rzadko się odzywał a ja powoli miałam dosyć jego zachowania. Po jakimś czasie nie wytrzymałam:
- Chord o co ci chodzi?!
Popatrzył się na mnie z szeroko otwartymi oczami. Nie spodziewał się takiej reakcji.
- Ja...czuję się, czuję się głupio - Opuścił głowę - Wspaniale się bawiłem, a potem zaskoczyłaś mnie tym stwierdzeniem. Mam wrażenie, że uraziłem cię tamtego wieczoru, ponieważ zachowujesz się oschle w stosunku do mnie, ale ja naprawdę nie chciałem!
Spojrzał na mnie szczerym wzrokiem, wypompowując ze mnie resztki złości.
- Uwierz mi, nie jestem na ciebie zła. Cała ta chora sytuacja wynikła przeze mnie, ponieważ mój egoizm wziął górę. Wszystko to jedna wielka pomyłka i ja rozumiem! - Próbowałam podnieść go na duchu - Chord, jedyną rzeczą jaką mnie uraziłeś to twoje - podkreśliłam - dzisiejsze zachowanie. Nie chcę stracić takiego cudownego przyjaciela, dlatego.. Do jasnej cholery, weź się garść i zrozum, że ja dalej jestem tą samą Effy! Tą samą, z którą wracałeś w piątek ze szkoły, tą samą, z którą siedziałeś na połowie lekcji w szkole, tą samą, z którą poznałeś się kilka lat temu!
Zdyszana zakończyłam swój krótki monolog, po czym spojrzałam na niego. Szedł ze wzrokiem wbitym w ziemię. Czekałam aż powie coś odnośnie mojego przemówienia, jednak udało mu się wydusić tylko tyle:
- Naprawdę cię przepraszam za dzisiejszy dzień.
   Przez resztę spaceru nie kontynuowaliśmy tego tematu, teoretycznie nawet się do siebie nie odzywaliśmy. Miałam dosyć jego zachowania dlatego pożegnałam się z nim i ruszyłam w stronę domu.
Na miejscu zdenerwowana usiadłam na łóżku, zwinęłam się w kłębek i zaczęłam myśleć o całej tej sytuacji. Doszłam do wniosku, że ani Quinn ani Chord nie zachowywali się dzisiaj normalnie. Oprócz tej dwójki czekało mnie także starcie z osobą, która trzy razy bardziej działa mi na nerwy, a mianowicie Sam. Po tym dniu nie wiedziałam, czego mogę się po nich spodziewać a zwłaszcza po adoratorze Q. Jeśli właśnie tak ma wyglądać nasza wycieczka, to kompletnie straciłam na nią ochotę.
Kilka minut później mój telefon zaczął wibrować. Sięgnęłam po niego i od razu odczytałam wiadomość, która jak się domyśliłam pochodziła od Darrena.

Od: Darren
Text: Nie mogę doczekać się, kiedy po raz kolejny będę mógł z tobą porozmawiać na żywo. Trzymajmy kciuki aby nastąpiło to jak najszybciej! 
Udanej wycieczki! :D

Wiadomość od mojego nowego znajomego dała mi do zrozumienia, że nie zważając na zachowanie moich przyjaciół, nie mogę stracić tych 4 dni na kłótnie z nimi, a wręcz przeciwnie. Postaram się wykorzystać ten czas jak najlepiej potrafię.


-------------------------------------------------
*ASAP (czyt. as soon as possible) - skrót oznaczający: tak szybko jak to możliwe

4 komentarze:

 
Toggle Footer